No i niestety stało się. Wiedziałem, ze przejeżdżając te kilkanaście tysięcy kilometrów w roku, różne stłuczki z samochodami są nieuniknione, szczególnie, że na każdy trening musze choć chwilkę przez miasto. Wiedziałem, że kiedyś się to stanie, ale nie sądziłem ze stanie się to tak szybko.
Otóż dzisiaj wracając z treningu koło godziny 9:00, jechałem z Biskupina w kierunku domu. Na skrzyżowaniu ul. Olszewskiego i Spółdzielczej było dość tłoczno, ja jechałem Olszewskiego i jak byłem dokładnie na środku skrzyżowania, uderzył we mnie samochód Skoda Octavia z prawej strony, wymuszając pierwszeństwo. Uderzenie przyjęło moje przednie koło, wysadzając mnie z roweru. Prędkość moja nie była zbyt duża, bo już się schładzałem, pewnie około 27-29 km/h. Jednak i tak zaliczyłem ładny lot na lewy pas ruchu- szczęście ze nic nie jechało, szczególnie ze kasku nie miałem:(. Ogólnie szybko wstałem, albo tak mi się wydawało, i ściągnąłem siebie i rower z ulicy. Sprawca wypadku zaparkował, wysiadł i spytał się czy wzywać karetkę. Ja na to ze lepiej policje :). W sumie nic mnie nie bolało- adrenalina działała, choć czułem, że całe uderzenie przyjął lewy bark. Oczekiwanie na policje było długie- chyba z 30min. Zapoznałem się trochę ze sprawca wypadku- miły człowiek, prawo jazdy ma od kilkunastu lat i był to jego pierwszy wypadek. Coraz bardziej bolał mnie lewy bark, ale ogólnie jakoś szczęśliwie upadłem, bo nawet ubrań sobie nie zdarłem bardzo. Teraz przyszła pora na ocenę stanu roweru- przednie koło zgięte w ósemkę. Siodełko poszło w pył, ale dalej siedziało w prętach. Przednia przerzutka pogięta i chyba w ogóle wyskoczyła ze sworzni, klamkomanetka lewa zdarta i pogięta.
Policja przyjechała, mandat dala kolesiowi, dobrze ze ścieżka rowerowa jest tam tylko jednostronna i akurat w przeciwnym kierunku jak jechałem, bo tak to ja bym chyba płacił 200zł. No i w sumie szybko się uporali, wydali kwitek, a ja zostałem odwieziony do domu przez sprawce wypadku. No i niby wszystko było ok, ale w miarę odpływu adrenaliny ramie bolało coraz bardziej. Po kąpieli zdecydowałem, że jednak trzeba pojechać na prześwietlenie, szczególnie ze coś lewy obojczyk wyżej wystawał od prawego. Na ostrym dyżurze czekałem chyba z 2h bo tych połamańców pełno dziś było ;-). Zdjęcie zrobili, opisali jako zwichniecie obojczyka w stawie barkowo-obojczykowym. Następnie odesłali na izbę przyjęć. Jeden lekarz powiedział, że wystarczy chuście trójkątnej ponosić rękę ze 4 tygodnie. Potem przyszedł drugi i stwierdził, że trzeba wpierw nastawić, a na końcu trzeci lekarz powiedział, że operacyjnie pod narkoza druty wstawiać trzeba. Trzecia wersja mi się najmniej podobała ;-) Teraz siedzę już w domu, ręka w chustę zawinięta, a jutro idę się konsultować z lekarzem na AWF. Oby opcja z chustą została. Dam znać w tym temacie jak będzie przebiegać leczenie. A poniżej kilka zdjęć roweru :(
[dodano 14.09.2005]
Wygląda na to, że chyba nie będzie tak źle. Jutro załatwiam sobie usztywniacz na połowę klaty, bark i rękę, no i mam w tym spędzić 2 tygodnie. Potem 2 tyg rehabilitacji i się okaże, czy zakres ruchów będzie odpowiedni, czy jednak trzeba będzie drutować. Jestem dobrej myśli, że będzie wszystko ok.
[/dodano 14.09.2005]
[dodano 16.09.2005]
No to mam już usztywniacz- taaaaki piękny:P :

Kolejne wieści o moim stanie zdrowia powinny się pojawić około 28 września.
[/dodano 16.09.2005]