Liga Bikemaraton- Szczawno Zdrój

No i przyszedł czas na kolejny maraton. W sumie zaczyna być to trochę nużące :), bo wolał bym pojeździć też trochę XC, no ale nic- rany po Karpaczu się już prawie zagoiły i trzeba było startować i nabić sobie punktów do generalki :).

Rejestracja poszła sprawnie, więc nie pozostało nic innego niż się przebrać, zrobić rozgrzewkę i ustawić się na starcie. Pogoda dopisała- nie było za zimno ani za gorąco, jedynie trochę za mocno wiało, ale to przeszkadzało tylko na początku gdy się jeszcze stało. Dobrze, że start się nie przedłużał i punkt 11 ruszyliśmy. Spokojnie było tylko przez pierwsze 200 metrów :), potem już się zaczął mały podjazd i poszedł ogień. Po małej pętelce przejechaliśmy ponownie przez deptak w Szczawnie ( bo tu był ulokowany start) i stopniowo pięliśmy się w stronę Boguszowa. Trzymałem się z przodu, ale nie jechało mi się super dobrze. W sumie to było do przewidzenia, bo w ten tydzień był dość mocny trening, cóż mam nadzieję, że poskutkuje w przyszłości :). Czasem nawet żeby dojść grupkę która jechała 10m przede mną potrzebowałem, żeby mnie ktoś pchnął, dobrze, że w pobliżu przejeżdżał Darek ;-). Po paru km mój błąd- czyli napiłem się z bidonu i jakoś go nie włożyłem do końca, tak, że po chwili wypadł :(, straciłem kontakt z czołową grupą i kilkanaście sekund- musiałem się po niego wrócić, bo do bufetu z izotonikami było z 30km i więcej czasu pewnie bym stracił, gdybym się po niego nie wrócił, z racji na wypłukanie elektrolitów i odwodnienie. No ale nic- trzeba jechać dalej- ku szczytowi Mniszek ( 704 m.n.p.m). Przewidywałem, że będzie błoto, ale wspominając ubiegłoroczne mistrzostwa Europy w maratonie, myślałem że będzie go więcej. Fakt faktem, że błota trochę było i to dość uciążliwe- dość skutecznie oblepiało opony i utrudniało podjazdy, ale jakoś dało się jechać. Po zjeździe z Mniszka zaczęliśmy już powoli trawersować Chełmiec. Tu też spotkałem na trasie Mirka Bieniasza, któremu chyba podobnie jak mi nie szło zbyt dobrze ( mówił coś o nogach z gumy czy coś takiego ;-) ), no ale suma sumarum w końcu gdzieś mi odszedł. Podjazd na Chełmiec dzielił się z grubsza na dwa fragmenty- pierwszy dość mocny wąwozem pośrodku którego były luźne kamyczki, więc dało się jechać tylko bokami i na stały podjazd szeroką i dość utwardzoną drogą. Drugi odcinek pasował mi o wiele bardziej ;-) - mogłem złapać swój rytm. Po dojechaniu prawie na szczyt Chełmca, zaczął się zjazd, początkowo dość ostry ( minąłem z 2 zawodników, co nie dali rady zjechać), a potem stały po szutrze, czasem trochę kamienisty. Ciągle się mijałem z Tomkiem z WKK. To też z nim zauważyliśmy pewnego nietuzinkowego pana z teamu Thule, który skracał sobie drogę :(, niestety niektórzy nie są godni uczciwej walki. Ot na łuku polnej drogi ów pan ściął sobie zakręt niczym Lance Armstrong ( jak go słusznie podsumował Tomek ). Szkoda, że w takim wyścigu zdarzają się takie oszustwa i to w sumie bezsensowne, bo dało mu to może przewagę 5 sekund. Teraz nastąpił fragment jazdy ścieżkami po polach (czasem podmokłych), trzeba było uważać, bo prędkość była słuszna, a często były dość duże koleiny. Oczywiście ja jak zwykle nie lubię wycierać hamulców, więc przez chwile mi się zrobiło gorąco, gdy na jakiejś nierówności mnie dość mocno wybiło i przejechałem na przednim kole z 10m zastanawiając się czy spadnę na tylnie koło czy na plecy- mój anioł stróż ( tak na marginesie- musi być szybki, że za mną nadąża ;-) ) wybrał na szczęście pierwszą opcję ;-). Potem zaczęło się to czego nienawidzę, czyli nieczynna trasa kolejowa bez torów i podkładów- został sam tłuczeń. Źle mi się po tym zawsze jechało, ale w tym roku i tak było lepiej niż podczas wspomnianych ME. Następnie był dość strony techniczny zjazd- takie lubię :)- niestety ktoś schodził i w połowie też musiałem zejść co by w niego nie wjechać. Jeszcze tylko chwila, jeszcze jeden zjazd po polu, które z pewnością mogło by zostać oficjalny polem do testów zawieszenia ;-) i nastąpił rozjazd na dystans pro i amator. No i trzeba było jechać na pro co by się podnieść trochę w generalce po słabszym występie w Karpaczu. Po przejeździe przez matę kontrolną ktoś krzyknął, że jestem koło 20 miejsca. Bez rewelacji- pomyślałem. Systematycznie piłem i jadłem żele, więc teraz trzeba było liczyć na moją wytrzymałość i polegać na długich treningach, które pozwalają przetrwać dłuższe dystanse. No i było dobrze, druga pętle jechało mi się dużo lepiej niż pierwszą. Błoto było już trochę rozjeżdżone, więc nie było tak uciążliwe. Po zjeździe z mniszka spotkałem znów Bieniasza, tym razem Maksymiliana, ale chyba szło mu gorzej niż jego bratu. W sumie na drugim kółku mnie nie minął nikt, ja za to wyprzedziłem 4-5 zawodników. Tym razem na zjazdach już nikt nie przeszkadzał i można było przy okazji trochę techniki poćwiczyć :). Aczkolwiek na polnych zjazdach jechałem trochę uważniej co by nie powtórzyć akcji z pierwszego kółka- a na zjeździe wyścigu się nie wygra, a przegrać go można. Jeszcze z 10km przed metą minąłem kogoś na kapciu- krzyknąłem czy nie chce dętki, ale potrzebował pompki, niestety mam tylko na naboje, więc nie oddam, bo w końcu jeszcze 10km do mety, a okazji do złapania kapcia było dużo ( co potwierdził Darek, łapiąc 3, ale i tak dojeżdżając na dobrej pozycji). Jeszcze tylko trudny zjazdy, na którym tym razem nikogo nie było, więc i nie było przeszkód aby go zjechać, co też uczyniłem :). Dystans do mety jak zawsze się dłużył, ale w końcu nastąpiło miejsce byłego rozjazdu, a stamtąd był już tylko zjazd asfaltem do Szczawna. No i upragniona meta i wiwatujący tłum- normalnie jak bym przyjechał pierwszy :) , a przyjechałem 16 open i 13 w M2. W generalce skoczyłem z 12 na 8 pozycję.

Podsumowując nie jest źle, ale mogło być lepiej, aczkolwiek Bikemaratony nie są imprezami docelowymi, więc przed nimi można sobie pozwolić na mocniejszy trening w tygodniu, co na pewno odbiło się trochę na wyniku, no ale żadne to tłumaczenie, po prostu jechałem jak jechałem i miejsce jak najbardziej adekwatne do tego jak się czułem. Trasa bardzo fajna, w sumie niczego nie brakowało, no i podchodzenia było bardzo mało. Cieszę się, że mogłem rozwirtualizować kolejnych znajomych- Mirka, Karela i Pawła. A kolejny maraton z cyklu Ligi Bikemaraton w Nowinach koło Kielc już za dwa tygodnie.