Bikemaraton- Jelenia Góra

W zeszłym tygodniu startowałem w lidze Bikemaraton G.Golonki, w tym tygodniu nadszedł czas, aby przetestować bikemaratony M.Grabka. Na miejsce dojechaliśmy późno, bo jakoś koło 10. Przypuszczałem, że frekwencja nie będzie zbyt duża, ale żeby o tej godzinie nie było kolejek, to już przesada. W każdym razie wszystkie formalności poszły gładko i tu plus na rzecz M.Grabka, choć sądzę, że gdyby miał do czynienia z ilością osób jakie były w Łomiankach, to kolejki były by podobne jak nie większe. Więc szybko odebrałem chipa ( łojeju co to było- był to kawałek listwy naściennej z chipem w środku, miało to długość jakieś 20cm i przypinało się to do goleni amora, no coment :) ) i zestaw startowy ( t-shirt, gatorade i jakieś duperele).

Było zimno, ale po posmarowaniu maścią rozgrzewającą zrobiło się ok., ale i tak pojechałem w długim rękawie, spodnie zaś założyłem krótkie. Na starcie szacunkowo 500 osób, ale za to jakościowo obsada mocna. Niestety organizatorzy nie nauczyli się nic z zeszłego roku i znów wymyślili 'wspaniałą' rundę honorową, czyli przejazd z lotniska aeroklubu ( tu była baza i meta maratonu ) do centrum Jeleniej Góry, odczekanie swojego i wysłuchanie przemówienia prezydenta miasta, no ale od początku- start spokojny, samochód pilota jedzie może z 20-25 km/h, na asfaltowych ulicach może i było ok., gorzej jak wjechaliśmy do centrum na wąskie uliczki. No i gdzie Ci ludzie się pchają, co oni myślą, że jak na starcie będą pierwsi to już tak zostanie? Już na asfalcie ktoś wyrżnął mi się pod koła, ale ominąłem go na centymetry. Potem jeszcze było bliskie spotkanie 3 stopnia z słupkiem, ale tylko go musnąłem łydką, ktoś z tyłu nie miał tyle szczęścia i usłyszałem tylko głośny 'brzdęk'. Po przemówieniu prezydenta Jeleniej Góry rozpoczęło się. Jeszcze nie dojechaliśmy na lotnisko, a pilot ogłosił, start ostry za '3..2...1' i poszliśmy :), prędkość hop-siup i jest 50km/h :). Przejechaliśmy po nierównej murawie lotniska, jest dobrze, czołówka blisko. Ktoś zrobił wyrwę, ale załatałem dziurę. Patrzę i nie wierzę, jedzie grupka może z 20-30 osób, sam czub, Formicki, Iwan, Rafał Hebisz, Darka nawet jeszcze nie ma, a ja razem z nimi. No ale nic tylko się cieszyć. Po chwili doszedł Darek, a my ciągle jedziemy po płaski, czasem lekko w górę, czasem w dół, ale nic większego. Ot szutry, czasem większe kamienie. Darek coś krzyknął Rafałowi, że jest nas 3 i jedziemy drużynowo. Po chwili spod kół Rafała strzela 'patyczek' słusznej grubości i długości około pół metra mijając mój kask o centymetry...jeżeli tak wygląda jazda drużynowa, to ja podziękuję :). Jedziemy dalej, to już 25km, a ja dalej w czubie, podjazdy już jakieś były i ciągle jest dobrze. Jednak zza zakrętu wyłania się całkiem ostry podjazd. Tak twardy, że zmusza nawet do zrzucenia na 22 żeby z przodu. Nawierzchnia też nie ciekawa- duże kamienie albo piach z korzeniami- do wyboru :). No ładnie sobie myślę- Grabek wziął się za maratony, to teraz wreszcie będzie można trochę się na nich nauczyć i technikę zrobić. No ale ten podjazd tak nie zbyt jak na maraton. No i w końcu się okazało, że motocyklista pomylił trasę :, nie tedy droga, dokładnie 3 minuty i 10 sekund poszło na straty. Jedynie ok., że wszyscy z czuba stracili tyle samo. No to zjeżdżamy, teraz jest ogólnie chaos i chyba nikt nie wie co się dzieje, my zjeżdżamy, wpadamy w tunel ludzi co jadą za nami te 3 minuty, oni też się orientują, że źle jadą, motocyklista myli się po raz kolejny, niektórzy nawet jadą robić ten podjazd drugi raz. Ja się staram trzymać mocnych i jakoś chyba wyjeżdżamy na dobrą drogę. Jest ok., grupka prowadząca trochę się powiększyła o osoby przypadkowo napotkane, ale odpadają powoli. lekkie uspokojenie, więc dobra pora na zjedzenie żelu, szczególnie, że zaraz bufet i będzie można popić. Sięgam do kieszeni....a żelu nie ma :(, no i tu chyba zapadła decyzja o jeździe na małe kółko ( jak się potem okazało razem z runda honorową 47km). Bufet faktycznie zaraz był i tu plus za izotonik w kubeczkach ładnie podawany. Zjazd na małe kółko jakoś też nie był za dobrze oznaczony i nawet nikt z obsługi tam nie stał, w sumie ledwie co go zauważyłem, szybki zjazd i już widzę zawodnika przede mną, podjazd i już jest za mną :). Ostatnie kilometry się dłużą, szczególnie, że nie ma tabliczek informujących o kilometrażu ( jedyną jaką widziałem na trasie to była '5km' ). Ostatni ciężki fragment, to dość nierówna łąka bez konkretnej ścieżki, potem tylko fragmenty po szutrze i asfalcie i już lotnisko i finish po łące, jakoś nie cisnąłem za mocno, bo nikogo za mną, przede mną ktoś jest, ale za daleko ,bo ze 100 metrów. No i dojechałem, 9 w open, w kategorii pewnie wyżej, ale na dystansie mini nie ma podziału na kategorie.

Podsumowanie: W sumie uczucia do tego maratonu mam mieszane. Z jednej strony niby fajnie, bo się udało pojechać go dobrze, strata do pierwszego, to chyba około 3minuty, nawet na podium się załapałem. Z drugiej strony pozostaje pewien niedosyt. Przyjechałem na maraton górski, a tu pierwsze 10km i ostatnie jeszcze kilka kilometrów ( od 15 do 22 ), oraz końcówka to w sumie jazda po płaskim, ew. po trochę cięższej nawierzchni. Co do błędu motocyklisty-pilota, no to tylko ręce załamać. Przecież jeżeli ktoś się podejmuje takiej funkcji, to powinien znać trasę, przejechać ją 2-3 razy, a nie się gubić. No trudno. Jeżeli doda się do tego jeszcze trochę kiepskie oznaczenia, to ten maraton nie był organizacyjnym fenomenem. Na pochwałę zasługuje faktycznie praca biura zawodów i bufetów. Do życzenia pozostaje też jakość nagród, nie to, że ja jestem jakiś materialista, ale jeżeli już na dystansie mini się nie robi kategorii i dekoruje się tylko pierwszą 10, to nagrody powinny być słuszne, a nie bidon, batonik i nie ukrywajmy tandetna torebka podsiodłowa. Nie to, że nie jestem zadowolony, bo samo 9 miejsce jest nagrodą, ale spiker trochę przesadził, że 'nagrody są o wiele lepsze niż rok temu'- akurat też stałem w Jeleniej '04 na podium i to na podobnym miejscu a nagrody były o niebo lepsze. Jeżeli chodzi o mnie to jestem nawet zadowolony ze swojej jazdy, średnia prędkośc jak na maraton górski dość wysoka, bo 26,5 km/h. Jednak jak zawsze po małym dystansie pozostaje niedosyt. Dłuższa trasa ma swoje uroki.